Jan Wołek artysta nieprzeciętny

26 listopada 2014   Cekcyn  Gostycyn  Kęsowo  Lubiewo  Śliwice  Tuchola     Komentarze: 1

Kto spotyka w lecie Wołka…

W piątek (28.11) odbędzie się wernisaż wystawy poplenerowej (czytaj TUTAJ), której Jan Wołek był komisarzem. Po krótkim pobycie w Brdzie pozostał krótki, niepublikowany felieton inspirowany rozmową z artytą.

Plener Malarski im. Leona Wyczułkowskiego pomału zakorzenia się w jesienną „ramówkę” wydarzeń kulturalnych w naszym regionie. Dostrzegany nie tylko lokalnie, a dzięki artystom dużego formatu, którzy w nim biorą udział wpływa na wyobraźnię wielu.

W zeszłym roku poplenerowy wernisaż zawędrował nawet do budynku Sejmu. Dobrze, nawet parlamentarzystom należy pokazywać, co sztuką prawdziwą jest i z nią ich oswajać.

Jan Wołek od początku istnienia plenerów jest ich komisarzem. Choć też dobrym duchem, bardem i poetą. Rozmowa z Janem Wołkiem to podróż w inny wymiar, dotykanie nieba i … konieczność przestawienia myślenia na inne tory. Magnetyzuje całym sobą, nie tylko głosem. Z przekonaniem, ciepłem w głosie i niekłamaną atencją mówił do uczennicy Liceum Plastycznego z Bydgoszczy. Przejęty i pełen chęci pomocy podpowiadał co ma robić, czego się wystrzegać, jaką drogę artystyczną obrać. Nie musiał aż tak się angażować. Cenne słowa dla dziewczyny. Będzie kiedyś wspominać, że ten Jan Wołek jej udzielił dobrej rady.

A my sobie siedzimy na fotelach korzystając z uroków złotej polskiej jesieni i delektujemy się zapachami żółknących liści spadających z drzew. Mirosław Czyżykiewicz na prośbę Jana Wołka gra, niekoniecznie konweniującą z pogodą i nastrojem chwili choć wymowną piosenkę „Ludzie umierają”. Rozmowa na chwilę schodzi na niuanse linii melodycznej i techniczne kwestie zagrania jej na gitarze. Do rozmowy włączył się Robert Janowski, jak wszyscy zasłuchany jeszcze przed chwilą w wykonanie utworu przez Czyżykiewicza. Z Janem Wołkiem wracamy do rozmowy.

Każdy artysta ma swój fetysz

„Ja ma pióra. Lubię je mieć. Mam takie, których wyprodukowano na świecie ograniczoną liczbę, np. zaledwie 200!” Co znaczy dla poety, prozaika pióro? Ogromnie dużo. Artysta przyznaje, że nie ma problemu z pisaniem prozy na komputerze. Z poezją jest zupełnie inaczej. Ta wychodzi spod pióra mistrza zapisywana atramentem w kolorze sepii. Nie inaczej. To tak osobliwa i osobista forma sztuki, że nie można jej rejestrowania powierzyć bezdusznej maszynie. Przypomniał sobie anegdotę o dwóch wielkich malarzach Franciszku Starowieyskim i Jerzym Dudzie-Graczu. Na jednym z plenerów malarskich w których obaj uczestniczyli, jeden drugiemu podarował pędzel. Niby zwykła rzecz – pędzel. Dla malarza zaś miał wartość metafizyczną, pozamaterialną, pozazmysłową. Po dniu spędzonym przy sztaludze sprawdzał jak obdarowany obchodził się z podarkiem. Czy należycie mył, suszył ów pędzel. A my dziwimy się, jak widzimy mężczyznę, który co sobotę i nierzadko w środku tygodnia na kolanach i do przesady poleruje swój ukochany samochód, bo się lekko zakurzył w drodze.

Warsztat artysty

To jest przejaw prawdziwości artysty. Przesadna być może ale pożądana z drugiej strony dbałość o swój warsztat twórcy. Czy bez tego artysta jest autentyczny? Jan Wołek zaczyna opowieść o przygotowaniu do bycia artystą. To długa droga i nie każdy dochodzi do jej końca. Ale tu nie ma skrótów. Mówi dosadnie – malarz musi najpierw umieć namalować koński łeb, a potem może bawić się w abstrakcje. Nie można oszukiwać odbiorców. Niemal czuć było, że słowa te wypowiada niestety znając przypadki artystycznego hochsztaplerstwa. W procederze tym niestety pomagają osoby mieniące się krytykami sztuki.

Krytycznie o sztuce

Na pytanie kto może być krytykiem sztuki odpowiada nieco przewrotnie, że nie wyobraża sobie, aby został nim człowiek nie znający warsztatu. Nie musiał dodawać, że niestety i tak się zdarza. Pseudokrytycy kierując się zawiścią, zazdrością, czy sobie tylko znanymi motywami potrafią odrzucić, nie zauważyć, krzywdząco ocenić czyjś dorobek artystyczny. Przywołał postać niedawno zmarłego polskiego rzeźbiarza Igora Mitoraja. Znany był i jest bardziej poza granicami naszego kraju. Nieuznawany przez wielu polskich tzw. krytyków sztuki. Jak to możliwe, że tej klasy artysta wystawiający swoją sztukę na całym globie, uznawany przez światowych krytyków, odrzucany jest we własnym kraju. Zazdrość osiągniętego sukcesu – pyta retorycznie Jan Wołek.

Syn – artysta

Jan Wołek na dziesięcioletniego syna. W tym wieku trudno jeszcze mówić o talencie – stwierdza kategorycznie. Owszem syn towarzyszy mu w jego i nie tylko jego wystawach, chłonie sztukę całym sobą. Ma kontakt z innymi artystami, których w otoczeniu ojca nie brakuje. Sam próbuje rysować, malować. „Ani go nie zniechęcam, ani namawiam, raczej mówię mu, żeby robił to na co ma ochotę. Musi sam wybrać, nie naciskam.” Używając modnego frazesu Jan Wołek nie chce być toksycznym rodzicem. Choć przyznać trzeba, że geny, otoczenie, atmosfera wokół sprzyja „zostaniu artystą”. Nawet jeżeli tak będzie, musi pójść własną drogą.

Koniec spotkania

Słońce schodzi już coraz niżej, skąpiąc coraz bardziej swego ciepła. Młodzież zbiera się do wyjazdu, zabierają swoje prace i bagaż nowych doświadczeń. Jan Wołek podchodzi jeszcze raz do jednej z uczennic i udziela warsztatowych rad. Z pewnością są cenną podpowiedzią dla przyszłej artystki.

Jan Wołek – artysta nieprzeciętny, nietuzinkowy rozmówca i całkiem normalny, „zwyczajny” człowiek, którego spotkałem w lesie.

Zobacz zdjęcia z pleneru TUTAJ.

Komentarze

comments

1 komentarz

Dodaj komentarz

© 2025 Tucholanin.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Powered by WordPress | Made by: jahudesign.pl
test